Ueno

Dzień 9 – Matsuri w Nezu-jinja

Dzisiaj właściwie nie zwiedzaliśmy, najpierw spotkaliśmy się z Modrzewiem który podrzucił nam kilka fajnych miejsc do zwiedzenia, a potem ruszyliśmy do Nezu-jinja, bo wieść gminna głosiła, że odbywa się tam matsuri (festiwal), po drodze zahaczyliśmy jeszcze o stragany z ceramiką wystawione po środku parku w Ueno, gdzie spróbowaliśmy Amazake (słodki napój z fermentowanego ryżu), spróbować można (a nawet trzeba) ale nie zostaliśmy fanami oraz zwiedziliśmy świątynie Kaneiji.

Pomimo, że Nezu-jinja jest małą świątynią (poświęconą kitsune (lis)), matsuri cieszyło się dużym zainteresowaniem, zarówno wśród Japończyków jak i obcokrajowców. Ciekawi mnie teraz jak wyglądają matsuri w naprawdę dużych świątyniach. Wszędzie biegała masa bawiących się dzieci, spacerowali dorośli (dzieci zresztą też) w yukatach, klimat taki jak być powinien i taki jak sobie wyobrażałem. Sama świątynia chyba jedna z ładniejszych jaką mieliśmy okazje odwiedzić (ogromny plus za ścieżkę z tori, film na dole). Duże wrażenie robił pochód (właściwie nie wiem jak to nazwać, jak tylko dowiem się poprawnej nazwy to uzupełnię :( ), które następnie ruszyły ulicami miast w różnych kierunkach.

Cała masa stoisk z jedzeniem (okonomiyaki, takoyaki, yakisoba, yakitori, ikayaki, osakayaki, kakigoori i jeszcze trochę) i typowymi zabawami (łapanie rybek albo zabawek, zestrzeliwanie fantów z pistoletów na korek…). Udało nam się spróbować wszystkich wypisanych powyżej potraw, największy problem z nimi jest taki, że żadne nie wybijało się ponad inne (kakigoori wyłączone z konkurencji bo to lody), wszystkie podawane były z tym samym sosem, z tą samą rybną posypką i różniły się tylko konsystencją i drobnymi szczegółami (np. okonomiyaki dostaliśmy z jajkiem i yakisobą w środku). Jeśli miałbym wybierać to najciekawsze i najbardziej wyraziste było osakayaki, w sumie potrawa nam zupełnie nie znana do dzisiaj, składa się z całego jajka smażonego wraz z warzywami i to chyba właśnie przez jajko zapadła nam jakoś głębiej w pamięć.

Piliśmy dzisiaj japońskie piwo, wydaje mi się lepsze niż te, które dostępne jest na naszym rynku, a sygnowane jest przez japońskie koncerny, ale nadal co polskie to polskie. Przy okazji piwo tutaj jest strasznie drogie, puszka 0.35 to koszt ok 6,50 PLN, a 0.5 w okolicach 9 PLN. Lepiej i w sumie smaczniej kupić sobie „Stronga” (drink gazowany, 9% alkoholu) za ~6-7 PLN (za 0.5) i smaczniejszy i mocniejszy od piwa.

Jutro z Jaqoobem na mecze Pucharu Świata w siatkówce mężczyzn Rosja – Włochy, Japonia – Argentyna oraz najważniejsze Polska – USA. A Kasia jeszcze nie zdecydowała co chce robić.

Obserwacja 1: Toalety są w wielu miejscach brudne i śmierdzące, zwłaszcza przy świątyniach i parkach. Właściwie nie istnieje instytucja suszarki do rąk (na pewno poniżej 50% toalet jest w takowe wyposażone) albo ręczników papierowych (jeszcze ani razu się nie spotkałem).

(więcej…)

Dzień 2 – Ueno

Dzień dzisiejszy stał pod znakiem zwiedzania Ueno. Zanim ruszyliśmy realizować nasze cele, postanowiliśmy napełnić brzuchy i trochę nieświadomie trafiliśmy na Ameyoko dori, sporej wielkości targ z mnóstwem straganów ze wszystkim – od kosmetyków przez owoce morza, aż po kebaby. Ciekawą sprawą były ananasy i melony na patyku w kawałkach (100 JPY za ~1/8 owocu), może wychodzi to drogo, ale owoce w Japonii można traktować jak towary luksusowe. Na przykład: jedna dosyć pokaźnej wielkości brzoskwinia (większa od pięści przeciętnego człowieka) to koszt ok. 700 JPY, nie wiem, ile może ona ważyć, jeśli miałbym strzelać, to wycenił bym taką przyjemność na jakieś 40-50 zł/kg. Rzeczą, która zwróciła moją uwagę, byli naganiacze/krzykacze – osoby, które głośno (nierzadko stojąc na jakimś podwyższeniu) zachęcały do zakupu towarów na ich stoisku, proceder chyba dosyć powszechny, ale dla dzikusów takich jak my nowy.

Główną atrakcją dnia był ogród zoologiczny w Ueno. W sumie ZOO jak ZOO, jest bardziej „skompresowane” niż ogrody u nas (mniejsze wybiegi, wąskie uliczki, ale za to dużo różnych zwierząt). Na uwagę na pewno zasługują zwierzęta, których w żadnym polskim ZOO nie spotkamy, panda wielka i goryle. Te drugie kiepsko współpracowały, więc zdjęcia jakieś są, ale raczej słabe. Momentami przeszkadzał tłok, ale nie ma co się dziwić, ostatecznie niedziela. :) Ogólnie godne polecenia na dobry początek, ale nic przełomowego (osobiście wolę ZOO w Oliwie, które jest naprawdę pięknie ulokowane). Zwiedzanie zajęło nam ok. 5 godzin przy naszym całkiem żwawym tempie.

Wróciliśmy na Ameyoko na obiad, może nie był to tradycyjny japoński posiłek, ale spaghetti z przegrzebkami, warzywami i czosnkiem w pełni zaspokoiło nasze potrzeby, zarówno jeśli chodzi o głód i walory smakowe, a nie było przy tym drogie. Porcja 500g kosztowała 700 JPY i najedliśmy się nią jak dzikie świstaki, Kasia wzięła mniejszą (350g) za 600JPY i nie dojadła.

Następny punkt programu, Park Ueno, do którego musimy jeszcze wrócić, bo zabrakło nam czasu, żeby zobaczyć wszystko co chcieliśmy. Po błądzeniu w ciasnych uliczkach miasta bardzo miła odmiana. Coś więcej będę mógł powiedzieć po odhaczeniu wszystkich punktów programu w tym rejonie, na razie odsyłam do zdjęć. 😉

Na sam koniec przeszliśmy się na Akihabarę. Nie miałem już siły nawet robić zdjęć temu wszystkiemu, więcej na pewno będę miał do powiedzenia i pokazania jutro. :) Z rzeczy wartych uwagi, znaleźliśmy figurkę Homury za prawie 70000 JPY (~2200 PLN).

Z ambitnych planów na jutro:

  • AKB48 cafe;
  • odnaleźć bookoff;
  • nie opróżnić portfela (to będzie wyjątkowo trudne);
  • zwiedzanie sklepów dla otakusów;
  • Yodobashi-Akiba (wielkie centrum handlowe wyłącznie z elektroniką);
  • ramen z opcją „all you can eat”;
  • uzupełnić trochę informacje które gdzieś się już tu pojawiły, ale z braku czasu nie zostały odpowiednio omówione.

PS. jeszcze ciekawostka z wczoraj, której zdjęcie muszę jeszcze zrobić, stacja benzynowa w naszej okolicy, ale to też wszystko w swoim czasie. (więcej…)