Przygotowania

Już prawie finisz

Walizka już praktycznie spakowana, kot hasa u babci, pozostaje tylko siedzieć i się stresować 😀

Oficjalny wynik 16kg (+ pewnie jeszcze 1-2 kg bo nie ma kosmetyków i prezentów dla gospodarzy) więc jest jeszcze kilka kilogramów luzu :) Ostateczne ważenie wykazało trochę ponad 19 kg. :)

 

DSCF8444 DSCF8445

 

Jakby przypadkiem kogoś to interesowało w walizce znalazło się:

  • komplet ciuchów na 7 dni (+1 na sobie);
  • statyw do aparatu;
  • 1,7 L wódki;
  • dodatkowe buty i sandały;
  • apteczka turystyczna (gaziki, gazy, bandaże, nożyczki, plaster bez opatrunku, plastry z opatrunkiem) i leki (ibuprom max, metafen, węgiel aktywny, nifuroksazyd);
  • ręczniki;
  • piżamka. co by nie straszyć Japończyków majtkami po nocach; 😀
  • przewodniki;
  • kosmetyki;
  • zapasowa książka do zabijania czasu.

W bagaż podręczny (wstępne ważenie wykazało jakieś 7-8 kg):

  • JRPass i bilety (na koncerty i mecz pucharu świata);
  • laptop + dodatkowa bateria;
  • kable i ładowarki do wszystkiego;
  • aparat;
  • książka do zabijania czasu.

Oczekiwania i obawy

Zostało już troszkę ponad miesiąc do wyjazdu, czas na podsumowanie tego czego oczekuję i czego się obawiam podczas wyjazdu.

  1. Wszelkie japońskie „dziwactwa”, co prawda jestem świadomy, że większość „super newsów” na temat Japonii to bzdura, ale kimże bym był jeśli nie chciałbym odnaleźć własnych japońskich osobliwości? Mam nadzieję, że pomiędzy zwiedzaniem świątyni a jakiegoś urokliwego parku znajdzie się chwila na zajrzenie w jakieś niecodzienne miejsce. Tyle się o tym wszystkim słyszy – musi, cholera, być chociaż ziarenko prawdy, a więc mityczne automaty z majtkami – strzeżcie się. 😀
  2. Jedzenie, lody miliona smaków (Kasia chce o smaku rekina), sushi za 30 gr (link), milion odmian ramenów, kurze macice i cała reszta. Nie ukrywam, że aspekt kulinarny jest dla mnie jednym z ważniejszych podczas tego wyjazdu. Ciekawi mnie, jak takie zatwardziałe zjadacze ziemniorów i chleba (polski chleb rlz) odnajdą się w tym wszystkim. Kasia na ten przykład nie wyobraża sobie jak można jeść ryż na śniadanie („Bo to jest nienormalne, trzeba być chorym psychicznie…”)
  3. Tokio, ogrom aglomeracji mnie trochę przytłacza, z drugiej strony poruszać się będziemy po głównych regionach turystycznych (Ueno, Shibuya, Harajiuku, Akihabara, Roppangi…), co nie znaczy, że nie zejdziemy z utartych ścieżek (a przynajmniej chcielibyśmy znaleźć jakiś „swój własny” zakątek). A czego oczekuję od tego miejsca? Tego, że ani przez chwilę nie pozwoli mi odetchnąć i prędzej umrę niż pomyślę o nudzie (zwłaszcza, że mam ambitny plan pisać tutaj codziennie i jak będą siły dorzucać do tego zdjęcia i wideo relacje).
  4. Podróże w podróży, zagęszczenie i skomplikowanie sieci kolejowej w Japonii trochę mnie przeraża, co linia to inny przewoźnik, zwykle żeby się gdziekolwiek dostać trzeba zaliczyć co najmniej 1 przesiadkę, a pomijam już metro w samym Tokio, z którego użytkowaniem (przynajmniej podstawowym) mam nadzieję oswoimy się w miarę szybko i nie będziemy wychodzić na polaków cebulaków. 😀 Na naszej podróżniczej mapie Japonii na razie znalazły się Matsumoto i Nagoya, pozostałych 5 dni czeka na zagospodarowanie (zapewne będzie to Osaka, Kyoto, Nara i coś jeszcze).
  5. Pogoda, nie chodzi tu w cale że będzie brzydko, zimno (akurat tego bym się nie obawiał) czy coś w tym stylu, bardziej obawiam się pogody przez którą odechce nam się żyć, wysokiej temperatury i dużej wilgoci. ( UMRZEMYYYYY!! – Kasia). Poza tym wrzesień jest miesiącem tajfunów, z jednej strony ciekawi mnie jak sprawa wygląda z bliska, z drugiej pogoda bywa nieprzewidywalna, przeżyjemy zobaczymy. 😉
  6. Ludzie, Japończycy są dla mnie ogromną zagadką, mimo tego. że mam z nimi większy kontakt od kilku lat, to zwykle są to Japończycy na „moim” terenie, w Polsce, z takimi raczej nie mam złych wspomnień. Co jednak stanie się. gdy ja postawie swoją brudną, gajińską stopę na ich terytorium? Jest to naród grzeczny w wielu wypadkach, aż do porzygu, ale bardzo często pod tą grzecznością kryje się coś więcej i nierzadko są to zachowania wynikające z pewnych układów (np. klient – sprzedawca). Nigdy nie wiesz, czy taki Japończyk faktycznie cię gdzieś zaprasza albo naprawdę jest akurat zajęty, czy tylko próbuje być grzeczny (zwykle stara się być grzeczny 😉 ).
  7. Ocean słodkości, nie takich do jedzenia oczywiście, raczej wszędobylskiego różu, sparkli i piskliwych głosików. Spodziewam się tego typu atrakcji tylko w pewnych rejonach miast (czy to Tokio czy innych), mimo wszystko będzie to na pewno ciekawe zderzenie naszego szarego postrzegania miast z przeładowaniem doznań wizualnych (zwłaszcza) spotęgowanym ogromnym natłokiem ludzi.
  8. Onseny, nagość, o zgrozo, nie jesteśmy przyzwyczajeni do paradowania jak nas bóg stworzył w obecności innych (są oczywiście wyjątki czerpiące z tego przyjemność, no ale każdy lubi to co lubi), do tego brak obycia w takich miejscach. Niby podstawy są jasne, np. nie właź do wanny póki się nie umyjesz albo przed wejściem do wanny zdejmij ręcznik, ale nadal pozostaje miejsce do popełnienia jakieś niewybaczalnej pomyłki. Z drugiej strony jest to punkt obowiązkowy i niezależnie od wszystkiego na pewno do jakiegoś zajrzę.
  9. Język, co prawda cała nasza trójka chociaż w minimalnym stopniu zna Japoński (Kasia jest naszym oficjalnym tłumaczem :D), ale uczyć się go, a używać na co dzień to dwie różne rzeczy. Na angielski za bardzo nie liczymy, w wykonaniu Japończyków jest dalece dla nas niezrozumiały (chociaż oczywiście są wyjątki). Najwyżej będą nas boleć ręce od gadania 😉 Gdzieś w głębi serca liczę na to, że coś wyniosę z tego wyjazdu jeśli chodzi o umiejętności językowe.
  10. Powrót, jest to mój pierwszy tak długi urlop i nie wiem jak się odnajdę w smutnej rzeczywistości po powrocie, choć jak to mawiają „wszędzie dobrze ale w pracy najlepiej”, czy jakoś tak…

Bilety, koncerty, fankluby, losowania…

Słów kilka na temat koncertów i innych eventów w Japonii, na razie z perspektywy tylko zakupu biletów i takich luźnych obserwacji. Na pewno jakaś mini relacja się pojawi z każdego na jaki trafimy. 😉

Spora część stron japońskich jest zupełnie nieprzystosowana dla niejapończyków, jest to o tyle nieprzyjemne, że gdyby nie nasz znajomy (pozdro Wrzasku), który obecnie jest w Japonii i nam pomaga ogarnąć bilety, nie mielibyśmy szans na ich zakup. Wymagany jest adres (oczywiście japoński) i numer telefonu (oczywiście japoński). Wszystko wpisane kaną albo kanji, łącznie z naszym imieniem i nazwiskiem (ジャヌシ です). Na szczęście są wyjątki, np. theGazette, które umożliwia zakup biletu przez obcokrajowca z odbiorem w dniu koncertu, za okazaniem karty członkowskiej, paszportu i potwierdzenia zakupu. W przypadku zakupu biletu „jak Japończyk” najprościej jest odebrać bilet  w sklepie typu konbini (małe sklepy wielobranżowe, które znajdziemy na co drugiej ulicy); i tak:

  • Seven Eleven – podchodzimy do kasy pokazujemy numer naszego zamówienia i dostajemy „wywołany” bilet;
  • Famili Mart – pierwszym przystankiem jest automat, gdzie wśród wielu opcji musimy odnaleźć nas interesującą, wstukujemy numer i otrzymujemy kupon, który upoważnia nas do odbioru biletu w kasie;
  • Lawson – podobnie jak FM, ale musimy podać numer zamówienia i „naszego” telefonu, za to mamy tylko 3 opcje do wyboru.

Ciekawym zjawiskiem w Japonii są fankluby, które za „jedyne” 5000-6000JPY, umożliwiają zakup biletów (kolejne 5000-6000JPY) na imprezy zamknięte dla fanów, którzy wykupili członkostwo. Jeśli natomiast koncert nie ma takich ograniczeń, członkostwo zwykle daje możliwość zakup biletu w pierwszej kolejności, zanim zwykli śmiertelnicy będą mieć taką możliwość. Czyli nagle z biletu za ~150PLN, robi się ~300PLN… cóż, jak się kocha to trzeba cierpieć. Zwykle członkostwo daje nam też dostęp do zawartości i do pobrania produktów w sklepie, które nie są normalnie dostępne. Wykupienie członkostwa i wyrobienie się w terminie rezerwacji biletu w wielu wypadkach nie gwarantuje otrzymania biletu, ponieważ…

Losowania – rzecz która w naszych realiach raz na jakiś czas się pojawia, bodajże podczas ME w piłkę nożną w naszym kraju miało coś takiego miejsce. Na szczęście nie czai się za każdym rogiem, ale jest dużo powszechniejsze niż u nas, na stronach z biletami widnieje stosowne oznaczenie więc łatwo rozpoznać, która opcja skieruje nas na „próbę szczęścia” 😉 Losowanie ma też swoje dobre strony. Nie trzeba czatować zaraz po rozpoczęciu sprzedaży biletów, Japończycy mają lekkiego hopla na punkcie idoli, więc bilety czasami rozchodzą się w niesamowitym tempie. Losowanie daje szanse dostania lepszego miejsca, zwykle rozlosowywane są co lepsze sektory, a do sprzedaży regularnej trafiają te mniej atrakcyjne. [info Wrzask]

To teraz trochę chwalenia się. 😀

  • Koncert theGazette (Airu), co prawda trzeba było zapłacić za fanklub ale strona przyjazna bilet kupiony bez problemów, ukochany zespół Airu.
  • Koncert Alice Nine (Airu), członkostwo + losowanie (wyniki wkrótce) + strona, której rozszyfrowanie zajęło nam cały wieczór, drugi ukochany zespół Airu. Bilety niedługo trafią w Airowe ręce 😉
  • Mecze 1 dnia 3 rundy pucharu świata w siatkówce mężczyzn USA-POL, JAP-ARG, ITA-RUS (Kuras, Jaaqob), lekka droga przez mękę, a to za sprawą nieznajomości budowy numerów telefonu w Japonii, niby nic a krwi potrafi napsuć sporo. Puchar świata jest chyba najtrudniejszą imprezą siatkarską w kalendarzu FIVB.
  • …jeszcze się okaże, polowanie trwa.

Planowanie

Podróż nie zaczyna się w momencie, gdy ostatni raz zamykamy drzwi do naszego domu przed wejściem na pokład samolotu, a trochę wcześniej, gdy rodzi się pomysł. Od tego czasu zaczynamy sobie wszystko układać, robimy niezbędne przygotowania, gromadzimy budżet (chyba że już mamy odpowiednią kwotę) i załatwiamy formalności.

W naszym wypadku trzeba było zacząć od zera, bo jest to nasza pierwsza tak długa i daleka podróż. Nie mieliśmy praktycznie nic, trzeba było kupić wszystko począwszy od walizek po skarpety – zwłaszcza ja, bo co jak co, ale przy moim wzroście (190cm) i rozmiarze buta (45), raczej nie mam czego szukać w japońskich sklepach, a nawet jeśli, to wybór będzie znikomy. 😀

Chciałbym, aby ten blog był czymś w rodzaju kompendium wyjazdu, począwszy od tego, co nam się udało, skończywszy na tym, co należało by poprawić albo w ogóle zmienić.

Założenia ogólne (ceny na 1 osobę):

  • Początek: 11.09.2015 (na miejscu 12.09.2015)
  • Koniec: 11.10.2015
  • Linie lotnicze: Aeroflot, cena ok. 1700PLN w obie strony
  • Główne miejsce pobytu: Tokio
  • Nocleg znaleziony za pośrednictwem airbnb w dzielnicy Tokio, Meguro ok 800m od stacji Yutenji (3 stacje od Shibuya), cena ok 3000PLN
  • Ubezpieczenie Wojażer w PZU, cena ok. 202PLN
  • JRPass na 7 dni, ok. 890PLN (zależnie od ceny euro) (japan-rail-pass.com)
  • Internet mobilny, ok. 432PLN do podziału pomiędzy całą trójkę (zależnie od ceny jena). :) (japan-wireless.com)
  • do Japonii, rzecz jasna, potrzebujemy paszportu, ale na szczęście do 3 miesięcy wizy nie potrzebujemy. :)

Mamy już wstępną listę rzeczy, które chcielibyśmy zobaczyć, ale wszystko wyjdzie w praniu (w samym Tokio lista ma ok 40 pozycji bardziej i mniej sensownych). Z takich „must have”:

  • salon mahjonga – cała nasza trójka jest graczami mahjonga, będzie jeszcze okazja napisać coś na temat gier japońskich;
  • salon go – tutaj głównie ja (jeśli nie tylko ja) będę zainteresowany bo Kasia i Jaqoob nie grają z jakimś wielkim zapałem w go; :(
  • Disnyland – tu chyba nie ma co dodawać, będzie to nasza pierwsza wizyta w tego typu miejscu; :)
  • Tokyo tower – najbardziej charakterystyczny budynek w Tokio, na który za drobną opłatą można wjechać windą i podziwiać panoramę miasta;
  • ZOO w Ueno – mniejsze z dwóch tokijskich zoo, ale chyba ciekawsze jeśli chodzi o okazy które tam znajdziemy, między innymi: makaki japońskie, goryle nizinne, kalifornijskie lwy morskie i przede wszystkim pandy wielkie;
  • Targ rybny Tsukiji – największy targ rybny w Tokio i jak głoszą pogłoski, miejsce gdzie można znaleźć smaczne i tanie sushi; :)

Obecnie polujemy na jakieś fajne koncerty i dopinamy ostatnie sprawy w Polsce. :) Zostało jeszcze trochę czasu.