Omijingu

Dzień 17 – Omijingu

Świątynia znana z mangi Chihayafuru, chyba najładniejsza i najspokojniejsza za razem, jaką mieliśmy okazje zwiedzać.

Jedyne miejsce gdzie można kupić omamori w kształcie karty karuty, przy okazji mogliśmy jak meiko (kapłanka) wyszywała wzór obrazka ręcznie. Zapewne ze względu na to, że dewocjonalia w naszym kraju są „made in china” zakładałem, ze tutejsze omamori są również produkowane maszynowo, a tu takie zdziwko bardzo pozytywne. Dodatkowo dostępne były omamori z grafiką z Chihayafuru, ale żadne z nas nie skusiło się na zakup, za to karta z poematem była zbyt dużą pokusą, żebyśmy z Jaaqobem mogli sobie odmówić, Kasia zainwestowała w talizman mający przynieść powodzenie w nauce, każda pomoc się przyda :)

Ponadto trafiliśmy na obchody (nie wiem czy można to tak nazwać) shichigosan, w dosyć nietypowej dacie, ponieważ normalnie odbywają się one 15 listopada. Jest to rodzinna uroczystość dla dzieci w wieku 3, 5 i 7 lat. Liczby te mają swoje numerologiczne znaczenie, a ponadto wiążą się z przełomowymi momentami życia dzieci w dawnej Japonii. Tradycyjnie do wieku 3 lat obowiązkowo golono dzieciom włosy na głowie, od tego czasu mogły one sobie swobodnie rosnąć :) W wieku 5 lat chłopiec po raz pierwszy mógł ubrać hakame, a dziewczynka w wieku 7 lat mogła założyć po raz pierwszy obi.

Postanowiliśmy przysiąść sobie z boczku i poobserwować co się dzieje, schemat przy każdej rodzinie był podobny. Odświętnie ubrane dziecko razem z rodzicami (czasami z dziadkami) przybywało do świątyni. Odbywała się mini sesja fotograficzna w bramie świątynnej, następnie razem z rodzicami ruszali po błogosławieństwo kapłana pod sam główny ołtarz. Kapłan odmawiał modlitwę prosząc o powodzenie i zdrowie w kolejnych latach życia (tak przynajmniej zrozumieliśmy z tego co dało się usłyszeć). Następnie cała rodzina szła zwiedzać świątynie.

W sumie po raz kolejny udało nam się znaleźć w dobrym miejscu, we właściwym czasie. Z jednej strony polecam gorąco, z drugiej cały urok i piękno tej świątyni może zniknąć, jeśli stał by się ona bardziej popularna, więc gdzieś w głębi serca mamy nadzieje, że tak się nie stanie i gdy tam po raz kolejny wrócimy, znów spotkamy tam tylko garstkę modlących się ludzi, spokój i ciszę.

Dzień musieliśmy trochę skrócić i wrócić wcześniej do Tokio, ponieważ Kasia dostała gorączki i źle się poczuła. Teraz leży smarcze i pokasłuje.

(więcej…)