Nara

Dzień 12 – Nara i Osaka

Pierwszy dzień podróżowania rozpoczął się o nieludzkiej porze, 4:30, ok. 9 byliśmy już jakieś 500km dalej w Narze. Shinkanseny są mega, Kasia nabawiła się lekkiej choroby lokomcyjnej, 290 km/h to nie przelewki. Miejsca jest na tyle dużo że każdy może się spokojnie rozłożyć na fotelu nie przeszkadzając osobie z tyłu. Jedyna rada, na godziny popołudniowe warto rezerwować miejscówki, bo w drodze powrotnej przez jakiś czas musieliśmy stać, a rezerwacja jest darmowa, należy tylko udać się do biura JR.

Jelonki zweryfikowały Kasi miłość do nich, teraz chodzi i mówi „gdyby nie jelonki to było by fajnie”. Problem z tym tałatajstwem jest taki że sra i szczy wszędzie, jest tak rozleniwione że nawet w tym celu nie wstaje z ziemi, a na jedzeniu śpi, jakby nagle turyści przestali je karmić nie wiedziały by pewnie gdzie znaleźć pożywienie. Pamiętajcie jelonki to zło.

Najważniejsze co mieliśmy do zobaczenia w Narze to Świątynia Todaji. Ogromna brama (wszędzie te szkodniki sic!), ogromna świątynia (do której ostatecznie nie weszliśmy, bo w sumie świątynie są bardzo podobne, a widzieliśmy już chyba z 20, a jesteśmy polaczkami jakby nie patrzyć jak trzeba płacić to my nie chcemy 😀 Najfajniejsze i tak w tym wszystkim były zabudowania w około głównej świątyni. Tam gdzie zagląda może 5% turytów zawsze kryje się coś ciekawego 😀 Wdrapaliśmy się na wzgórze na prawo od Tobaji i w nagrodę mogliśmy napić się darmowej wody i herbaty (należ tylko po sobie umyć czarkę) do tego nagrodą były bardzo ładne widoki na okoliczne góry (w sumie to nawet ważniejsze) :) Z racji tego że czas nas gonił musieliśmy wracać na stacje i ruszać dalej.

Po godzinie byliśmy już w Osace, gdzie postanowiliśmy po prostu się przejść nic konkretnego nie zwiedzając i licząc że trafimy na coś ciekawego jak to zwykle nam się zdarzało. Niestety przeliczyliśmy się, a powodów jest kilka, dni wolne w Japonii (w Tokio nikt za bardzo się nimi nie przejmuje), Osaka jest bardzo rozległa, azymut który obraliśmy był zły, a może jeszcze coś innego. Ogólnie nie mogliśmy się odnaleźć w Osace, jest jakaś inna, np. teraz jak to piszę siedzę sobie w Nagoi (dwa dni później po wizycie w Osace) i tutaj nie miałem problemu żeby znaleźć fajne miejsce porostu idąc przed siebie, a w Osace nawet nie za bardzo mogliśmy znaleźć otwartą restauracje i skończyliśmy w McDonaldzie. Nasza pierwsza wizyta w tym mieście okazała się niewypałem. Z plusów, w Osace są ładniejsze dziewczęta (i mają w większości proste zęby), a przynajmniej na takie trafiliśmy. Zdaje się nam też, że w Osace jest więcej dużych sklepów, nie jest tak wszystko upchane jak w Tokyo, ale to są tylko wnioski po pół dnia obecności w tym mieście.

(więcej…)