mecz

Dzień 10 – Mecz

Dzisiaj z Kubusiem spędziliśmy cały dzień w Yoyogi National Gymnasium, na Pucharze Świata w siatkówce. Pierwszą rzeczą która nas zaskoczyła, był brak jakiejkolwiek kontroli (poza biletami rzecz jasna), drugą to nasze miejsca (jak sprawdziłem na planie to na 1 piętrze nie było naszego miejsca G-5-1 i G-5-2, w tym miejscu jest wejście na hale). Okazało się, że nasze miejsca są na dostawianych tybunach, a więc mieliśmy genialne miejsca, 5 rzędów od boiska kawałek za linia końcową. Do tego wszystkiego wyszło tak, że grały ze sobą drużyny które zajmowały odpowiedni miejsca 1 vs 2, 3 vs 4 i 5 vs 6, lepszego dnia nie mogliśmy sobie wybrać na mecz.

Mecz pierwszy Rosja – Włochy (0:3), było raczej spokojni, rosjscy kibice trochę pokrzyczeli pod koniec 2 seta, ale na niewiele im się to zdało bo przegrali. Była może 1/3 sali.

Prawdziwa zabawa zaczęła się przed meczem Japonia – Argentyna (0:3). Jakoś godzinę przed pierwszym gwizdkiem zaczęła się nauka układów, odpowiedniego klaskania i ogólne programowanie ludzi jak mają się zachowywać, wszystko prowadzone przez (chyba) jakiegoś celebryte + gościa z różową kulką zamiast głowy. Do tego wszystkiego występ grupy Sexy Zone (źródło YT, bo nie wolno było nagrywać :( )

Podczas samego meczu, w najwyższych rzędach w widocznym miejscu, umiejscowiona była grupa prowadząca cały doping składająca się z 2 gości pokazujących tabliczki oraz gościa z taiko wybijającego rytm. Jeśli ktoś by nie dostrzegł panów z kartonikami, mógłby nawet uwierzyć że ci wszyscy ludzie tak sami z siebie. Zdecydowana większość kibiców była wyposażona w coś co nazwaliśmy „klaskaczki” 2 podłużne baloniki, które służyły do „klaskania”, działa to o tyle fajnie że nie bolą ręce, hałas jest odpowiedni.

Mecz tak jak poprzedni raczej bez emocji, ale zdecydowanie z lepszą atmosferą, bo kibicie dawali wszystko na swój zorganizowany i wyreżyserowany sposób, bardzo ciekawie było w tym wszystkim uczestniczyć.

NIPPON CHA CHA CHA… NIPPON CHA CHA CHA…

Ostatni miecz i prawdziwe emocje dla wszystkich polaków zgromadzonych w hali, ok. 20-30 osób może, porozrzucane po całej hali (bodajże mieszczącej 14000 kibiców). I te właśnie 20-30 osób było słychać, wszystkich razem i każdego z osobna. Od czasu do czasu odezwali się kibice amerykańscy, ale był to zdecydowanie mniej intensywny doping niż dla naszej reprezentacji. Cieszyliśmy się z każdego punktu jakby to był ten ostatni.

Bywałem na meczach w Polsce, ale atmosfera na meczu, gdzie garstka kibiców przebija się na tak ogromnej przestrzeni, jest zupełnie inna niż rycząca 13000 czy 15000 publiczność. Ma się wrażenie, że właśnie ciebie słyszą zawodnicy, pomijam już fakt, że jeden z członków ekipy czasami pobudzał nas do głośniejszego kibicowania, a sami Japończycy spoglądali na nas z podziwem (przynajmniej tak nam się wydaje), a Pani z córką które obok nas siedziały, przybiły z nami piątkę. Styl kibicowania w Polsce jest spontaniczny głośniejszy i bardziej ekspresyjny, Japończycy siedzą, klaszczą i coś tam sobie mruczą pod nosem, a my jak już krzykniemy to tak żeby było nas słychać. Jeśli ktoś ma okazje pojawić się na meczu naszej reprezentacji siatkówki za granicą (zwłaszcza gdy gramy z drużyną nie będącą gospodarzem) to naprawdę polecam, bardzo miłe doświadczenie.

Sam mecz, pełen emocji, pełen zaangażowania zarówno na boisko jak i trybunach, resztę polecam przeżyć samemu przed telewizorem, choć nie będzie już to samo. Jeszcze długo będę wspominał ten dzień. Jaaqob jest równie zachwycony i chce więcej.

Jutro dzień odpoczynku, przed tygodniem jeżdżenia po Japonii.

(więcej…)