Koncert

Dzień 6 – Akihabara po męsku i koncert The Gazette

Dzisiaj było strasznie leniwie, a to za sprawą sprzątania, prania i koncertu. Więc po kolei…

Na dobry początek ogarnęliśmy swoje ciuchy i ruszyliśmy do pralni, żeby wysuszyć rzeczy, okazało się to prostsze niż ktokolwiek się mógł spodziewać. Otwieramy suszarkę, wrzucamy, zamykamy, wrzucamy 2x100JPY, czekamy 20 min (100JPY za 10 min), otwieramy, wyjmujemy (prawie) suche pranie. Co do samego miejsca, to bardzo klimatyczne, zero obsługi, ludzie sobie wrzucają rzeczy idą zakupy robić nikt się niczym nie przejmuje za bardzo 😀

Potem wzięliśmy się za sortowanie i mycie śmieci, tak tak… tutaj śmieci muszą być czyste i suche zanim trafią do właściwego kosza, więc jeśli ktoś narzeka, że u nas musi sortować śmieci to niech przestanie. Same śmieci dzielimy na przeznaczone do recyklingu, palne i niepalne. Przeznaczone do recyklingu dzielimy na plastiki (butelki i etykiety z nich muszą być wrzucone osobno, pomimo że idą do tego samego miejsca) i pozostałe (wszystkie ze znaczkiem recycykling). Ogólnie system jest dosyć łatwy do ogarnięcia chociaż pierwsze podejście zajęło nam dłuższą chwilę :)

Dzisiaj pierwszy raz poszedłem na miasto bez aparatu u boku i była to dosyć miła odmiana, mogłem spojrzeć na świat nie przez obiektyw (robiąc 300-700 zdjęć przez 7-10 godzin ciężko jest zobaczyć cokolwiek), za to miałem przy sobie notatnik, który bardzo mi pomaga w ułożeniu tego tekstu 😀 Kolejną zmianą było rozbicie naszej grupki, Kasia ruszyła do Ichikawy na koncert The Gazette, a ja z Jaqoobem pojechaliśmy do Akihabary.

Perspektywa 1 (moja i Kuby)

Na dobry początek dnia poszliśmy do McDonalda, obaj wzięliśmy Ebi-filet-o (kanapka z krawatkami), frytki i napój (Jaqoob z ciemnych winogron, ja z jasnych), do tego smażone mochi z serem. Z zaskakujących rzeczy, menu dla obcokrajowców, gdzie po prostu paluchem pokazuje się Pani przy kasie co się chce, nawet nie dała nam za bardzo możliwości żeby coś powiedzieć :(

Dalej poszliśmy Don Quijote’a, wielopiętrowy sklep (rozmieszczony dookoła schodów) ze wszelakim dobrem, od artykułów spożywczych i kosmetyki do wszelakiego dobra dla mangowców i graczy. Spróbowaliśmy szczęścia przy UFO catcherach (bez rezultatu), po za tym nic nie przykuło naszej uwagi, ale jest to dobre miejsce jeśli będziemy czegoś potrzebować, bo jest spora szansa, że tam właśnie to znajdziemy :)

Kolejny przystanek Mandarake, 8 piętrowy sklep z używanymi grami, książkami i mangami. I tu poszło trochę gotówki, głownie Kuba robił całkiem pokaźne zakupy, ale żeby nie było że jestem ostatnią mendą też wydałem swoje ciężko zarobione 108JPY. Z ciekawostek piętro mangami męskimi to w 80-90% to hentai, filmy porno (animowane i normalne) albo dojiny. Na szczęście piętro przeznaczone dla Pań nie było w podobnej proporcji zajęte przez BL. Obsługa na piętrze z mangą była w cosplayu :)

Dalej nasze nogi powiodły nas do Super Potato mieszczącego się na ulicy zła, występku i pokojówek, pewnie jeszcze tam wrócimy w poszukiwaniu maid cafe :) Co do samego ziemniaka, jest to kilku piętrowy salon gier video, od super nowoczesne symulatory po gry z at 90 albo i jeszcze starszych. Niestety nie mieliśmy przy sobie słuchawek i nie mogliśmy poczuć pełni możliwości automatów, mimo wszystko znaleźliśmy bardzo przyjemną grę , troszkę podobną do Osu, jeszcze do niej wrócimy :)

Ostatnim przystankiem było AKB Cafe, w sumie baliśmy się że będzie tam hiper drogo, ok było może 200-300 JPY powyżej normy, ale było to do zaakceptowania, dostaliśmy prezenty (podkładki pod kubki) i zjedliśmy całkiem smaczny posiłek. Takahashi Minami przekonała mnie do pulpetów z jajkiem, warzywami i ryżem, Jaqoob dał się skusić na spaghetti w sosie krewetkowym polecane przez Kashiwagi Yuki. Niestety nie można było robić zdjęć wszystkiemu co by się podobało, np. nie wolno robić zdjęć obsługi :( Restauracja jest podzielona na dwie części normalną i VIPowską, na telewizorach lecą nagrania z koncertów, a w całym lokalu ładnie pachnie (co nie jest standardem bo zwykle kuchnia jest połączona z częścią jadalną). Rozwaliła nas na łopatki natomiast toaleta, gdy wchodzi się do kabiny usłyszeć można „Kimi ga kirei da „go”” co znaczy „Jesteś piękny, „go”” albo „Daj z siebie wszystko, „go””, a wychodząc „You are beautiful, excellent”, no cóż… co kraj to obyczaj. Ponadto każdy klient jest witany przez obsługę okrzykiem „aitakatta„, całkiem miłe zaskoczenie :)

Potem pokręciliśmy się trochę bez celu, czekając na powrót Kasi.

Perspektywa 2 (Kasi)

Będzie jak ją zmuszę do napisania, na razie trzeba chwilę poczekać.

 

Obserwacja 1: Metro w tokyo pomimo swoich ogromnych rozmiarów jest bardzo przyjazne, wszędzie znajdują się strzałki, wszystko podpisane jest romaji i do tego przy bramkach zawsze stoi ktoś z obsługi kto udzieli informacji. Więc jeśli chcemy gdzieś dojechać wystarczy wiedzieć mniej więcej w jakimi liniami chcemy tam dotrzeć i dalej prowadzeni jesteśmy prawie za rękę. Jedyną trudnością i wiedzą tajemną, są pociągi które zmieniają nazwę linii, dzieje się tak, gdy metro staje się pociągiem podmiejskim (i na odwrót), np. linia Saikyou line staje się Rinkai Line gdy przejeżdża stacje Ousaki.

Obserwacja 2: Japończycy nie dają skończyć zdania, jeśli się o coś pytamy to zanim dokończymy wypowiedź dostajemy już instrukcje, w związku z tym jeśli się zgubimy to wystarczy że powiemy np. „Shinjiuku Line” i zostaniemy pokierowani, oczywiście warto się postarać i nie mówić jak totalny ułom, no i działa to tylko przy prostych problemach.

Obserwacja 3: Tak bardziej organizacyjnie, dużo łatwiej i szybciej jest się zapytać niż błądzić, ludzie zwykle ogarniają najbliższą okolice (czy tam też sklep w którym pracują), nie udając fajnego, można naprawdę zaoszczędzić sporo czasu i łażenia.

(więcej…)