Harajuku

Dzień 23 – ogród świątynny w yoyogi i nocny wypad na miasto

Ogród świątyni Meijijingu nie zrobiły na na s jakiegoś ogromnego wrażenia, ale to głównie na porę roku w jaką tam zawitaliśmy, na wiosnę, gdy kwitną kwiaty, jest na pewno lepiej. Wygląda to dosyć dziko, tak jak całe yoyogi.

Potem skoczyliśmy jeszcze na chwilę na harajuku, żeby zobaczyć jak to wygląda w weekend. Jest ciasno, wszędzie masa ludzi, co jakiś czas można spotkać lolite. Tak czy siak zdecydowanie bardziej opłaca się zawitać tu w weekend niż w tygodniu, zresztą takich miejsc jest w Tokyo kilka (Akihabara, Shibuya, Shinjuku…).

Kolejnym punktem dnia było spotkanie z Kento (znajomym znajomej Kasi), z którym na chwilę wpadliśmy do taito station, a następnie poszliśmy do pubu. I tu pierwsze zaskoczenie, na dzień dobry jakaś Japonka podrywała Jaqooba, niestety nie podjął wyzwania [*]. Atmosfera różniła się od tego co znam z polski, nie wiem dokładnie jak to opisać, było inaczej, więc albo Japończycy podchodzą do sprawy inaczej, albo to magia tego konkretnego miejsca.  Cały nasz wypad po raz kolejny udowodnił, że po alkoholu można mówić w dowolnym języku (oczywiście jeśli zna się jakieś podstawy chociaż) i idzie się dogadać XD

Po przepuszczeniu odpowiedniej kwoty w pubie ruszyliśmy na karaoke, problem z tym był taki, że żadne z nas nie czyta wystarczająco szybko kany, w związku z tym szły nam jako tako tylko anglojęzyczne piosenki albo takie których tekst znaliśmy na pamięć. Biorąc pod uwagę nasz stan i powyższe aspekty, raczej marnie wypadaliśmy… :(

Cały wieczór do powtórki, ale oczywiście nie dla tego, że było słabo, tylko dla tego, że było bardzo fajnie :)

Jak ma się okazję spotkać z kimś tutejszym to na prawdę warto, bo zarówno w przypadku tego spotkania jak i spotkania z Ayaki, nie trafilibyśmy zapewne do niektórych miejsc i przeszli byśmy obok nieświadomi zajebistości które tam na nas czekają.

Polecamy korzystać z tego typu atrakcji ile tylko, z tym że trzeba przygotować się na dosyć spore wydatki związane z takim wypadem (piwo ok 1000JPY za 0,5, szoty po 500JPY itd.), pieniądze znikają szybko.

(więcej…)

Dzień 4 – Shibuya i Harajuku

Dzień zaczęliśmy od porządnego śniadania i ruszyliśmy w drogę :)

Przystanek pierwszy Shibuya 109, 10 piętrowe (w tym 2 poniżej poziomu gruntu) centrum handlowe z asortymentem wyłącznie dla młodych kobiet. Kasi do gustu przypadły 2 sklepy, reszty albo się bała (bo kosmiczne ceny lub były przesłodzone) albo nie było to w jej guście. Na uwagę zasługuje na pewno sposób w jaki zostało to centrum handlowe rozplanowane. Wbrew temu co można się spodziewać się po 10 piętrowym centrum handlowym jest ono stosunkowo niewielkie. Na każdym piętrze mieści się 10-15 dosyć małych sklepów, rozmieszczonych w około ruchomych schodów, obejście jednego piętra zajmuje bardzo niewiele czasu (no chyba że coś nas zainteresuje).

Następnie w po drodze  na pocztę, zaczepiliśmy o Hikarie, centrum handlowe tym razem z dużo szerszym asortymentem, za to równie drogim (przynajmniej na nasze standardy). Zresztą nie obejrzeliśmy nawet co się kryło na wszystkich piętrach, bo ile można oglądać sklepy, są fajniejsze rzeczy.

Po załatwieniu sprawy na poczcie ruszyliśmy w ostatnie interesujące nas tego dnia miejsce na shibuyi, czyli do Hachiko, Ku naszemu zaskoczeniu, oprócz psa znaleźliśmy też kota :) Fajne miejsce pełne ludzi robiących sobie zdjęcia, czekających na kogoś albo pędzących gdzieś przed siebie, ale to też jeden z powodów dla których nie warto tam zatrzymywać się na dłużej (zresztą nie ma po co), to raczej miejsce o którym można powiedzieć nie więcej niż „byłem tam”.

Shibuya jest dzielnicą handlową i to w dodatku z mało atrakcyjnymi dla nas towarami (głównie ciuchy), dla tego nie wzbudziła u nas jakiegoś zachwytu. Natomiast dalej było już tylko lepiej, główną atrakcje uznaję spacer po parku Yoyogi i Takeshita dori.

Yoyogi to chyba pierwsze miejsce które mnie wgniotło w ziemię. Piękny park, porośnięty starymi drzewami i niesamowitych rozmiarów tori, a do tego świątynia Meiji Jingu. Nie starczyło nam czasu żeby zwiedzić ogrody świątynne, przynajmniej jest powód żeby tam wrócić.

Takeshita dori, jest tym za co uchodzi, z tą różnicą, że nie spotkaliśmy tam zbyt wielu cosplayerów (może 2-3 osoby gdzieś tam mignęły), a z tego to miejsce słynęło przez lata [*], może nie mieliśmy szczęścia albo pojawiają się oni w późniejszych godzinach lub weekendy. Zjedliśmy przy okazji Crepe, naleśnik z bitą śmietaną i dodatkami (np. bita śmietana, lody, truskawki i sernik) zawinięty w rożek, nic w sumie ciekawego ale jak się już jest na Takeshta dori to wypada sprawdzić o co tyle hałasu. Natomiast polecenia godne są lody, na które trafiliśmy później (ale zabijcie mnie nie pamiętam teraz nazwy ;(), lody z soków z owocami na patyku.

Na sam koniec przeszliśmy się na Shinjuku, ale to już raczej od tak bo była chwila i na dokładniejsze zwiedzanie pokusimy się jeszcze przy okazji powrotu do yoyogi :)

Zaczyna wkradać się ogólne zmęczenie, w związku z tym pojutrze planujemy lenistwo (a tak naprawdę sprzątanie pokoju), a popołudniu ruszamy do Ichikawy, odstawić Kasię na koncert the Gazette i zobaczyć co ciekawego znajduję się w tamtych rejonach.

A jutro hmmm… chyba Odaiba :)

Obserwacja 1: Pogłoski o biegających za klientem Japończykach są całkiem prawdopodobne, dzisiaj Jaaqob zostawił na poczcie aparat, Pan odnalazł nas i go oddał (a odeszliśmy całkiem spory kawałek zahaczając jeszcze o bankomat).

Obserwacja 2: Ilość zieleni w Tokio jest aż dziwna jak na taki stopień industrializacji, za każdym rogiem rośnie jakiś krzak, drzewo czy cokolwiek, nawet w jakiś małych uliczkach.

Obserwacja 3: Tokio żyje 50-100m od stacji metra (no chyba że to główna ulica), dalej zaczyna się prawie wyludnione miasto, a większość napotykanych ludzi albo idzie do stacji albo z niej wraca.

Obserwacja 4: Odsetek urodziwych japonek wzrasta, jeśli zbliżymy się do dzielnic związanych z modą :)

Obserwacja 5: Nie tylko dziewczęta zachęcające do wejścia do sklepu (nie chodzi mi o krzykaczy o których pisałem wcześniej bo to inna kategoria) modulują swój głos żeby był on słodszy, to samą robią mężczyźni.

(więcej…)