Archiwum: kuras

Dzień 5 – Odaiba

Dzisiaj wpis nietypowo późno, bo przed snem nie zdążyło się wszystko wrzucić do sieci :)

Wielkie lenistwo nasze i odpoczynek polegał na tym, że wstaliśmy godzinę później niż zwykle 😀 Śniadanko i polecieliśmy na Odaibe.

Na dobry początek krótki spacer po nabrzeżu, kilka fotek statui wolności (a dokładniej jej 12 metrowej repliki), następnie machnąć sobie fotkę z gundamem (33 m) i zjeść obiad. Yakisoba była raczej średnia i po raz pierwszy uznaliśmy jakieś danie za mało sycące i taką trochę bez wyrazu. Ale może trafiliśmy na podłej jakości restauracje (ostatecznie była w centrum handlowym).

W drodze do Muzeum najnowszych technologi i innowacji (Miraikan), dwie potężne sceny (jedna szykowana na pewno na koncert Baby Metal druga nie mam pojęcia). W muzeum było naprawdę super, na samym początku trafiliśmy na prezentacje ASIMO, jego możliwości są naprawdę niesamowite, a przecież to konstrukcja sprzed 15 lat, jarałem się jak małe dziecko. Z fajniejszych atrakcji były elementy stacji kosmicznej, podwodny batyskaf który w 1999 zszedł na głębokość 6500 m oraz mechaniczna prezentacja działania internetu. Było też kilka takich na które czułem się zbyt zmęczony bo wymagały myślenia, ale „na świeżaka” były by też ciekawe. Do tego kilka creepy eksponatów w osobie humanoidalnych robotów, dwoma z nich można było pokierować i porozmawiać z osobą która siedziała obok robota. Spotkaliśmy też tam miłego Pana z obsługi, który nam wiele opowiedział o batyskafie, a przy okazji okazało się że był w Polsce wielokrotnie w inseratach :) Teraz muszę wybrać się do Centrum Kopernika, żeby mieć porównanie tych dwóch miejsc :)

Potem jeszcze skoczyliśmy na chwilę zobaczyć co jest w centrach handlowych, znaleźliśmy sklepy tematyczne Hello Kitty i Disnay’a :) Wszystkim wystarczyło asertywności, aby nic nie kupić (tej wersji się trzymajmy). Zajrzeliśmy jeszcze do sklepu 100 jenowego (coś takiego jak u nas wszystko po 5 zł, tylko jakość asortymentu nieporównywalnie wyższa). Jaaqob kupił 2 talie do hanafudy po 100 JPY i karty do karuty za 500 JPY, Kasia skarpetki na zimne dni za 150 JPY, a ja notesik do zapisywania mądrości i wrażeń na bieżąco, żeby nic nie pominąć za 100 JPY.

Na Odaibe będziemy musieli jeszcze wrócić, pomimo że jest to mały kawałek terenu, to naprawdę jest co zwiedzać :)

Odnaleźliśmy nowy super market w naszej okolicy, w końcu coś co chociaż minimalnie przypomina to co mamy w Polsce. Obkupiliśmy się sushi (za kolacje, śniadanie, trochę słodyczy i napoje na 3 osoby zapłaciliśmy ~1700 JPY i jak tu nie kochać wyprzedaży).

Wieczorem zaczęło padać i tak ma się utrzymać do piątku, w związku z tym będziemy szukać atrakcji pod dachem.

Jutro dzień sprzątania i odpoczynku głównie, bo popołudniu Kasia rusza na koncert The Gazette, a ja z Jaqoobem będziemy kręcić się po Akihabarze. Więc nie wiem czy będzie co jutro opisywać, zobaczymy.

Obserwacja 1: Jeszcze nie wczuwałem się w temat dokładnie, ale dzisiaj zauważyliśmy że na każdej stacji gra inna muzyczka gdy pociąg się zatrzymuje. Przynajmniej na niektórych liniach.

Obserwacja 2: Sklepy w Japonii bywają podzielone, dzisiaj trafiliśmy do sklepu w którym, aby dojść do kas trzeba było wyjść na korytarz w galerii, pomijam już fakt że w pierwszej części nie było żadnego pracownika poza Panią na zapleczu która coś pakowała i była raczej mało zainteresowana tym co się dzieje, podobnie było jeszcze w kilku innych miejscach.

Obserwacja 3: Japończyk widzi zielone… Idzie… nawet jak nie ma pasów, tyczy się to zwłaszcza skrzyżowań, gdzie na czas przejścia pieszych zatrzymywane są samochody ze wszystkich kierunkach, wtedy całe skrzyżowanie należy do idących, którzy poruszają się we wszystkie możliwe strony w tym też przez środek skrzyżowania, nawet jeśli nie ma tam wyznaczonych przejść.

Zdjęcia i filmy w rozwinięciu posta

(więcej…)

Dzień 4 – Shibuya i Harajuku

Dzień zaczęliśmy od porządnego śniadania i ruszyliśmy w drogę :)

Przystanek pierwszy Shibuya 109, 10 piętrowe (w tym 2 poniżej poziomu gruntu) centrum handlowe z asortymentem wyłącznie dla młodych kobiet. Kasi do gustu przypadły 2 sklepy, reszty albo się bała (bo kosmiczne ceny lub były przesłodzone) albo nie było to w jej guście. Na uwagę zasługuje na pewno sposób w jaki zostało to centrum handlowe rozplanowane. Wbrew temu co można się spodziewać się po 10 piętrowym centrum handlowym jest ono stosunkowo niewielkie. Na każdym piętrze mieści się 10-15 dosyć małych sklepów, rozmieszczonych w około ruchomych schodów, obejście jednego piętra zajmuje bardzo niewiele czasu (no chyba że coś nas zainteresuje).

Następnie w po drodze  na pocztę, zaczepiliśmy o Hikarie, centrum handlowe tym razem z dużo szerszym asortymentem, za to równie drogim (przynajmniej na nasze standardy). Zresztą nie obejrzeliśmy nawet co się kryło na wszystkich piętrach, bo ile można oglądać sklepy, są fajniejsze rzeczy.

Po załatwieniu sprawy na poczcie ruszyliśmy w ostatnie interesujące nas tego dnia miejsce na shibuyi, czyli do Hachiko, Ku naszemu zaskoczeniu, oprócz psa znaleźliśmy też kota :) Fajne miejsce pełne ludzi robiących sobie zdjęcia, czekających na kogoś albo pędzących gdzieś przed siebie, ale to też jeden z powodów dla których nie warto tam zatrzymywać się na dłużej (zresztą nie ma po co), to raczej miejsce o którym można powiedzieć nie więcej niż „byłem tam”.

Shibuya jest dzielnicą handlową i to w dodatku z mało atrakcyjnymi dla nas towarami (głównie ciuchy), dla tego nie wzbudziła u nas jakiegoś zachwytu. Natomiast dalej było już tylko lepiej, główną atrakcje uznaję spacer po parku Yoyogi i Takeshita dori.

Yoyogi to chyba pierwsze miejsce które mnie wgniotło w ziemię. Piękny park, porośnięty starymi drzewami i niesamowitych rozmiarów tori, a do tego świątynia Meiji Jingu. Nie starczyło nam czasu żeby zwiedzić ogrody świątynne, przynajmniej jest powód żeby tam wrócić.

Takeshita dori, jest tym za co uchodzi, z tą różnicą, że nie spotkaliśmy tam zbyt wielu cosplayerów (może 2-3 osoby gdzieś tam mignęły), a z tego to miejsce słynęło przez lata [*], może nie mieliśmy szczęścia albo pojawiają się oni w późniejszych godzinach lub weekendy. Zjedliśmy przy okazji Crepe, naleśnik z bitą śmietaną i dodatkami (np. bita śmietana, lody, truskawki i sernik) zawinięty w rożek, nic w sumie ciekawego ale jak się już jest na Takeshta dori to wypada sprawdzić o co tyle hałasu. Natomiast polecenia godne są lody, na które trafiliśmy później (ale zabijcie mnie nie pamiętam teraz nazwy ;(), lody z soków z owocami na patyku.

Na sam koniec przeszliśmy się na Shinjuku, ale to już raczej od tak bo była chwila i na dokładniejsze zwiedzanie pokusimy się jeszcze przy okazji powrotu do yoyogi :)

Zaczyna wkradać się ogólne zmęczenie, w związku z tym pojutrze planujemy lenistwo (a tak naprawdę sprzątanie pokoju), a popołudniu ruszamy do Ichikawy, odstawić Kasię na koncert the Gazette i zobaczyć co ciekawego znajduję się w tamtych rejonach.

A jutro hmmm… chyba Odaiba :)

Obserwacja 1: Pogłoski o biegających za klientem Japończykach są całkiem prawdopodobne, dzisiaj Jaaqob zostawił na poczcie aparat, Pan odnalazł nas i go oddał (a odeszliśmy całkiem spory kawałek zahaczając jeszcze o bankomat).

Obserwacja 2: Ilość zieleni w Tokio jest aż dziwna jak na taki stopień industrializacji, za każdym rogiem rośnie jakiś krzak, drzewo czy cokolwiek, nawet w jakiś małych uliczkach.

Obserwacja 3: Tokio żyje 50-100m od stacji metra (no chyba że to główna ulica), dalej zaczyna się prawie wyludnione miasto, a większość napotykanych ludzi albo idzie do stacji albo z niej wraca.

Obserwacja 4: Odsetek urodziwych japonek wzrasta, jeśli zbliżymy się do dzielnic związanych z modą :)

Obserwacja 5: Nie tylko dziewczęta zachęcające do wejścia do sklepu (nie chodzi mi o krzykaczy o których pisałem wcześniej bo to inna kategoria) modulują swój głos żeby był on słodszy, to samą robią mężczyźni.

(więcej…)

Dzień 3 – Akihabara

Dzisiejszy dzień przyniósł mało zwiedzania, ale sporo stresów.

Dzień zaczęliśmy od Yodobashi Camera, 8 piętrowe (+ 4 piętra podziemnego parkingu) centrum handlowe poświęcone prawie w całości elektronice. Kilka zdjęć udało mi się przemycić, niestety w sklepach nie za bardzo można robić fotki :( Robi to świetne wrażenie, taki nasz media markt x 6, do tego na 7 piętrze znajduje się kawiarnia/restauracja (nie byliśmy więc nie jestem pewien dokładnie jakiego to rodzaju miejsce), a na 8 piętrze, jeśli dobrze zrozumieliśmy informacje, odbywają się różnego rodzaju wydarzenia.

Znalezione na internetach:

Następnie przeszliśmy się do Kanada area, miejsce gdzie znajduje się cała masa secend handów z książkami. Jednogłośnie stwierdziliśmy, że nie warto i poszliśmy sobie na obiad.

Trafiliśmy do restauracji Yamono niedaleko stacji Shibuya. Z Jaqoobem zdecydowaliśmy się na szynkę wołową, Kasia zjadła wołowinę w bulionie. Do tego w standardzie lunchowym dostaliśmy pikle ryż i zupę miso. W lokalu był zakaz palenia do 13, potem, jak się domyślamy, z restauracji zmieniał się on w sakaye (pijalnie sake). Wszystkim smakowało, niestety na koniec było trochę nerwowo.

Kasia była przekonana, że dała kelnerowi 10 000 JPY, a nie 1000 JPY, więc najpierw zmusiliśmy biednego Japończyka do przeliczenia kasy dwa razy, a potem, wróciliśmy się do Yodobashi, sprawdzić czy oby na pewno przy zakupach w tamtejszym Tower Records, kasjerka nie pomyliła się przy wydawaniu reszty. Dopiero jak praktycznie dotarliśmy do naszej bazy, Kasia sobie uzmysłowiła, że „zaraz zaraz ja nie miałam jednak tych pieniędzy…” Zwolniła prawie bidną japonkę, doprowadziła do zawału kelnera i nagle sobie stwierdziła „ło a jednak nie”… Cała akcja trwała jakąś godzinę.

W między czasie zahaczyliśmy jeszcze o 5 piętrowy bookoff, cóż dużo mówić… 1 piętro gry i konsole, 2 piętro muzyka, 3 piętro książki, 4 i 5 piętro komiksy, a wszystko za pół darmo (chociaż zdarzały się też rzeczy przecenione tylko o kilka procent). Zdążyliśmy obejrzeć pobieżnie wyłącznie piętro 4, bo musieliśmy wracać do pokoju na masaż.

Właścicielka zaprosiła masażystę, który w ramach wolontariatu zrobił nam masaż wywodzący się z judo, który jest pewnego rodzaju akupresurą. Pan był bardzo zdziwiony, że jesteśmy inaczej zbudowani od Japończyków :)

Ramen z opcją „all you can eat”, który zjedliśmy na kolacje, był dokładnie tym jak się nazywa. Wybieramy opcje i dodatki, a jak skończą nam się kluski prosimy o dokładkę makaronu i jemy dalej. Za 20 zł mogliśmy na wpierdzielać ile tylko daliśmy radę. Smacznie, tanio i do syta, a przy okazji dowiedzieliśmy się co i jak działa, bo na cały wypad zabrała nas Ziggi (właścicielka).

W naszej okolicy znaleźliśmy bardzo tani w stosunku do conbini market (ceny potrafią różnić się o 20-30% nawet), w dodatku w okolicach 20 przychodzi Pani i przecenia bentoboxy i onigiri. Dzisiaj na przykład na śniadanie wydaliśmy po 214 JPY (zdjęcie poniżej), teraz za ok 550 kupiłem dango (3 szt.), smażone krążki z kałamarnicy i gyoze.

Obserwacja 1: Ruch lewostronny to kłamstwo, zwłaszcza jeśli chodzi o pieszych, nawet schody ruchome i organizacja ruchu (strzałki) są przeciwko człowiekowi który próbuje nabyć jakiś nawyków i nie wpadać na biednych ludzi.

Obserwacja 2: Japończycy są bardzo chętni do pomocy, sami przystają i chcą pomóc. Za pierwszym razem staliśmy i nie mogliśmy odnaleźć się na mapie, podeszła do nas Pani i pokazała nam gdzie mamy iść i gdzie jesteśmy. Za drugim razem, przekopywaliśmy plecak to podszedł do nas chłopak i pytał się czy wszystko w porządku. <odznaka pomocnego Nihondlandczyka>

Obserwacja 3: Dzielnice mieszkalne wymierają ok. 20-21, przynajmniej ta okolica w której jesteśmy. Po tej godzinie spotyka się tylko rowerzystów i biegaczy.

Obserwacja 4: Piwo tutaj jest może i drogie, ale np. whisky za to jest bajecznie tania, 0,7l ballantinesa kosztuje ~30 zł.

Obserwacja 5: Łatwiej się dogadać nawet kalecząc, koślawiąc i mordując japoński, niż po angielsku.

Jutro ruszamy na shibuye :)

(więcej…)

Dzień 2 – Ueno

Dzień dzisiejszy stał pod znakiem zwiedzania Ueno. Zanim ruszyliśmy realizować nasze cele, postanowiliśmy napełnić brzuchy i trochę nieświadomie trafiliśmy na Ameyoko dori, sporej wielkości targ z mnóstwem straganów ze wszystkim – od kosmetyków przez owoce morza, aż po kebaby. Ciekawą sprawą były ananasy i melony na patyku w kawałkach (100 JPY za ~1/8 owocu), może wychodzi to drogo, ale owoce w Japonii można traktować jak towary luksusowe. Na przykład: jedna dosyć pokaźnej wielkości brzoskwinia (większa od pięści przeciętnego człowieka) to koszt ok. 700 JPY, nie wiem, ile może ona ważyć, jeśli miałbym strzelać, to wycenił bym taką przyjemność na jakieś 40-50 zł/kg. Rzeczą, która zwróciła moją uwagę, byli naganiacze/krzykacze – osoby, które głośno (nierzadko stojąc na jakimś podwyższeniu) zachęcały do zakupu towarów na ich stoisku, proceder chyba dosyć powszechny, ale dla dzikusów takich jak my nowy.

Główną atrakcją dnia był ogród zoologiczny w Ueno. W sumie ZOO jak ZOO, jest bardziej „skompresowane” niż ogrody u nas (mniejsze wybiegi, wąskie uliczki, ale za to dużo różnych zwierząt). Na uwagę na pewno zasługują zwierzęta, których w żadnym polskim ZOO nie spotkamy, panda wielka i goryle. Te drugie kiepsko współpracowały, więc zdjęcia jakieś są, ale raczej słabe. Momentami przeszkadzał tłok, ale nie ma co się dziwić, ostatecznie niedziela. :) Ogólnie godne polecenia na dobry początek, ale nic przełomowego (osobiście wolę ZOO w Oliwie, które jest naprawdę pięknie ulokowane). Zwiedzanie zajęło nam ok. 5 godzin przy naszym całkiem żwawym tempie.

Wróciliśmy na Ameyoko na obiad, może nie był to tradycyjny japoński posiłek, ale spaghetti z przegrzebkami, warzywami i czosnkiem w pełni zaspokoiło nasze potrzeby, zarówno jeśli chodzi o głód i walory smakowe, a nie było przy tym drogie. Porcja 500g kosztowała 700 JPY i najedliśmy się nią jak dzikie świstaki, Kasia wzięła mniejszą (350g) za 600JPY i nie dojadła.

Następny punkt programu, Park Ueno, do którego musimy jeszcze wrócić, bo zabrakło nam czasu, żeby zobaczyć wszystko co chcieliśmy. Po błądzeniu w ciasnych uliczkach miasta bardzo miła odmiana. Coś więcej będę mógł powiedzieć po odhaczeniu wszystkich punktów programu w tym rejonie, na razie odsyłam do zdjęć. 😉

Na sam koniec przeszliśmy się na Akihabarę. Nie miałem już siły nawet robić zdjęć temu wszystkiemu, więcej na pewno będę miał do powiedzenia i pokazania jutro. :) Z rzeczy wartych uwagi, znaleźliśmy figurkę Homury za prawie 70000 JPY (~2200 PLN).

Z ambitnych planów na jutro:

  • AKB48 cafe;
  • odnaleźć bookoff;
  • nie opróżnić portfela (to będzie wyjątkowo trudne);
  • zwiedzanie sklepów dla otakusów;
  • Yodobashi-Akiba (wielkie centrum handlowe wyłącznie z elektroniką);
  • ramen z opcją „all you can eat”;
  • uzupełnić trochę informacje które gdzieś się już tu pojawiły, ale z braku czasu nie zostały odpowiednio omówione.

PS. jeszcze ciekawostka z wczoraj, której zdjęcie muszę jeszcze zrobić, stacja benzynowa w naszej okolicy, ale to też wszystko w swoim czasie. (więcej…)

Dzień 1

Przylecieliśmy, ogarnęliśmy wszystkie formalności (Internet, JRPass, SUICA), znaleźliśmy tanie połączenie do lokalizacji, która nas interesuje (płacenie ponad 3000 JPY kiedy można zapłacić 1050 JPY jakoś nam się nie uśmiechało).

Nasza gospodyni zajechała po nas na stację i tu nastąpiła rzecz przerażająca, jazda samochodem po tych wszystkich małych uliczkach to coś za co osobiście podziękuje. Ludzie chodzą sobie po ulicy, jezdnia jest tak wąska, że samochody mijają się na granicy błędu, a wszyscy jadą sobie po prostu środkiem, bo czemu by nie. A na koniec jazda na wstecznym wąską krętą uliczką (tak z 300m pewnie).  Szczerze podziwiam.

Zdjęcie pokoju wrzucę jak trochę ogarniemy rzeczy, bo na razie wstyd. 😀 Jak na 3 osoby jest bardzo mały, ale nie planujemy za wiele w nim czasu spędzać. :)

A teraz kończę, bo zasypiam, zdjęcia jutro pojawią się pod postem (to znaczy chodzi o moje jutro, czyli wieczorem w Polsce).

Dzien1 - DSCF8448.JPG
Dzien1 - DSCF8448.JPG
Dzien1 - DSCF8453.JPG
Dzien1 - DSCF8453.JPG
Dzien1 - DSCF8454.JPG
Dzien1 - DSCF8454.JPG
Dzien1 - DSCF8464.JPG
Dzien1 - DSCF8464.JPG
Dzien1 - DSCF8467.JPG
Dzien1 - DSCF8467.JPG
Dzien1 - DSCF8469.JPG
Dzien1 - DSCF8469.JPG
Dzien1 - DSCF8470.JPG
Dzien1 - DSCF8470.JPG
Dzien1 - DSCF8473.JPG
Dzien1 - DSCF8473.JPG
Dzien1 - DSCF8474.JPG
Dzien1 - DSCF8474.JPG
Dzien1 - DSCF8475.JPG
Dzien1 - DSCF8475.JPG

Już prawie finisz

Walizka już praktycznie spakowana, kot hasa u babci, pozostaje tylko siedzieć i się stresować 😀

Oficjalny wynik 16kg (+ pewnie jeszcze 1-2 kg bo nie ma kosmetyków i prezentów dla gospodarzy) więc jest jeszcze kilka kilogramów luzu :) Ostateczne ważenie wykazało trochę ponad 19 kg. :)

 

DSCF8444 DSCF8445

 

Jakby przypadkiem kogoś to interesowało w walizce znalazło się:

  • komplet ciuchów na 7 dni (+1 na sobie);
  • statyw do aparatu;
  • 1,7 L wódki;
  • dodatkowe buty i sandały;
  • apteczka turystyczna (gaziki, gazy, bandaże, nożyczki, plaster bez opatrunku, plastry z opatrunkiem) i leki (ibuprom max, metafen, węgiel aktywny, nifuroksazyd);
  • ręczniki;
  • piżamka. co by nie straszyć Japończyków majtkami po nocach; 😀
  • przewodniki;
  • kosmetyki;
  • zapasowa książka do zabijania czasu.

W bagaż podręczny (wstępne ważenie wykazało jakieś 7-8 kg):

  • JRPass i bilety (na koncerty i mecz pucharu świata);
  • laptop + dodatkowa bateria;
  • kable i ładowarki do wszystkiego;
  • aparat;
  • książka do zabijania czasu.

Wsteczne odliczanie…

Zostało mniej niż 10 dni, niby wszystko gotowe, a i tak chodzę, sprawdzam wszystko w kółko, mam poodkładane ubrania na kupkę itp.; ogólnie stres. 😉 Jutro ostatnie zajęcia z japońskiego przed wyjazdem, zaraz ostatni weekend, ostatni dzień… W sumie nie mogę się doczekać jak już dotrę do Tokio, wrzucę rzeczy do pokoju i będę mógł iść w nieznane. :)

Zostało do zrobienia:

  • Oddelegować kota do babci;
  • wymienić pieniądze;
  • odebrać leki (głównie przeciwbólowe i na zatrucie) – też nie można przesadzić, chociaż informacje na stronie naszej ambasady w Tokio są dosyć enigmatyczne;
  • czekać na ostatnie potrzebne albo mniej potrzebne rzeczy;
  • kupić alkohol (max 3×0,7 na osobę) i prezent dla gospodarza (zakładając że prezent =/= alkohol XD);
  • ogarnąć mieszkanie, żeby zrobić miejsce do życia królikowi;
  • wrzucić wszystko do walizki;
  • wsiąść w pociąg, a potem do samolotu;
  • korzystać ile się da. 😀

Taka mała ciekawostka, leki przeciwbólowe w Japonii są zdecydowanie słabsze jak u nas, polecany przez internety i prezentowany jako zbawienie, jeśli nie ma się nic innego przy sobie, Meridon EV zawiera 150mg ibuprofenu, gdzie u nas można znaleźć tabletki z dawką 400mg.

Trochę przydatnych informacji: Ambasada polski w Tokio

Oczekiwania i obawy

Zostało już troszkę ponad miesiąc do wyjazdu, czas na podsumowanie tego czego oczekuję i czego się obawiam podczas wyjazdu.

  1. Wszelkie japońskie „dziwactwa”, co prawda jestem świadomy, że większość „super newsów” na temat Japonii to bzdura, ale kimże bym był jeśli nie chciałbym odnaleźć własnych japońskich osobliwości? Mam nadzieję, że pomiędzy zwiedzaniem świątyni a jakiegoś urokliwego parku znajdzie się chwila na zajrzenie w jakieś niecodzienne miejsce. Tyle się o tym wszystkim słyszy – musi, cholera, być chociaż ziarenko prawdy, a więc mityczne automaty z majtkami – strzeżcie się. 😀
  2. Jedzenie, lody miliona smaków (Kasia chce o smaku rekina), sushi za 30 gr (link), milion odmian ramenów, kurze macice i cała reszta. Nie ukrywam, że aspekt kulinarny jest dla mnie jednym z ważniejszych podczas tego wyjazdu. Ciekawi mnie, jak takie zatwardziałe zjadacze ziemniorów i chleba (polski chleb rlz) odnajdą się w tym wszystkim. Kasia na ten przykład nie wyobraża sobie jak można jeść ryż na śniadanie („Bo to jest nienormalne, trzeba być chorym psychicznie…”)
  3. Tokio, ogrom aglomeracji mnie trochę przytłacza, z drugiej strony poruszać się będziemy po głównych regionach turystycznych (Ueno, Shibuya, Harajiuku, Akihabara, Roppangi…), co nie znaczy, że nie zejdziemy z utartych ścieżek (a przynajmniej chcielibyśmy znaleźć jakiś „swój własny” zakątek). A czego oczekuję od tego miejsca? Tego, że ani przez chwilę nie pozwoli mi odetchnąć i prędzej umrę niż pomyślę o nudzie (zwłaszcza, że mam ambitny plan pisać tutaj codziennie i jak będą siły dorzucać do tego zdjęcia i wideo relacje).
  4. Podróże w podróży, zagęszczenie i skomplikowanie sieci kolejowej w Japonii trochę mnie przeraża, co linia to inny przewoźnik, zwykle żeby się gdziekolwiek dostać trzeba zaliczyć co najmniej 1 przesiadkę, a pomijam już metro w samym Tokio, z którego użytkowaniem (przynajmniej podstawowym) mam nadzieję oswoimy się w miarę szybko i nie będziemy wychodzić na polaków cebulaków. 😀 Na naszej podróżniczej mapie Japonii na razie znalazły się Matsumoto i Nagoya, pozostałych 5 dni czeka na zagospodarowanie (zapewne będzie to Osaka, Kyoto, Nara i coś jeszcze).
  5. Pogoda, nie chodzi tu w cale że będzie brzydko, zimno (akurat tego bym się nie obawiał) czy coś w tym stylu, bardziej obawiam się pogody przez którą odechce nam się żyć, wysokiej temperatury i dużej wilgoci. ( UMRZEMYYYYY!! – Kasia). Poza tym wrzesień jest miesiącem tajfunów, z jednej strony ciekawi mnie jak sprawa wygląda z bliska, z drugiej pogoda bywa nieprzewidywalna, przeżyjemy zobaczymy. 😉
  6. Ludzie, Japończycy są dla mnie ogromną zagadką, mimo tego. że mam z nimi większy kontakt od kilku lat, to zwykle są to Japończycy na „moim” terenie, w Polsce, z takimi raczej nie mam złych wspomnień. Co jednak stanie się. gdy ja postawie swoją brudną, gajińską stopę na ich terytorium? Jest to naród grzeczny w wielu wypadkach, aż do porzygu, ale bardzo często pod tą grzecznością kryje się coś więcej i nierzadko są to zachowania wynikające z pewnych układów (np. klient – sprzedawca). Nigdy nie wiesz, czy taki Japończyk faktycznie cię gdzieś zaprasza albo naprawdę jest akurat zajęty, czy tylko próbuje być grzeczny (zwykle stara się być grzeczny 😉 ).
  7. Ocean słodkości, nie takich do jedzenia oczywiście, raczej wszędobylskiego różu, sparkli i piskliwych głosików. Spodziewam się tego typu atrakcji tylko w pewnych rejonach miast (czy to Tokio czy innych), mimo wszystko będzie to na pewno ciekawe zderzenie naszego szarego postrzegania miast z przeładowaniem doznań wizualnych (zwłaszcza) spotęgowanym ogromnym natłokiem ludzi.
  8. Onseny, nagość, o zgrozo, nie jesteśmy przyzwyczajeni do paradowania jak nas bóg stworzył w obecności innych (są oczywiście wyjątki czerpiące z tego przyjemność, no ale każdy lubi to co lubi), do tego brak obycia w takich miejscach. Niby podstawy są jasne, np. nie właź do wanny póki się nie umyjesz albo przed wejściem do wanny zdejmij ręcznik, ale nadal pozostaje miejsce do popełnienia jakieś niewybaczalnej pomyłki. Z drugiej strony jest to punkt obowiązkowy i niezależnie od wszystkiego na pewno do jakiegoś zajrzę.
  9. Język, co prawda cała nasza trójka chociaż w minimalnym stopniu zna Japoński (Kasia jest naszym oficjalnym tłumaczem :D), ale uczyć się go, a używać na co dzień to dwie różne rzeczy. Na angielski za bardzo nie liczymy, w wykonaniu Japończyków jest dalece dla nas niezrozumiały (chociaż oczywiście są wyjątki). Najwyżej będą nas boleć ręce od gadania 😉 Gdzieś w głębi serca liczę na to, że coś wyniosę z tego wyjazdu jeśli chodzi o umiejętności językowe.
  10. Powrót, jest to mój pierwszy tak długi urlop i nie wiem jak się odnajdę w smutnej rzeczywistości po powrocie, choć jak to mawiają „wszędzie dobrze ale w pracy najlepiej”, czy jakoś tak…

Bilety, koncerty, fankluby, losowania…

Słów kilka na temat koncertów i innych eventów w Japonii, na razie z perspektywy tylko zakupu biletów i takich luźnych obserwacji. Na pewno jakaś mini relacja się pojawi z każdego na jaki trafimy. 😉

Spora część stron japońskich jest zupełnie nieprzystosowana dla niejapończyków, jest to o tyle nieprzyjemne, że gdyby nie nasz znajomy (pozdro Wrzasku), który obecnie jest w Japonii i nam pomaga ogarnąć bilety, nie mielibyśmy szans na ich zakup. Wymagany jest adres (oczywiście japoński) i numer telefonu (oczywiście japoński). Wszystko wpisane kaną albo kanji, łącznie z naszym imieniem i nazwiskiem (ジャヌシ です). Na szczęście są wyjątki, np. theGazette, które umożliwia zakup biletu przez obcokrajowca z odbiorem w dniu koncertu, za okazaniem karty członkowskiej, paszportu i potwierdzenia zakupu. W przypadku zakupu biletu „jak Japończyk” najprościej jest odebrać bilet  w sklepie typu konbini (małe sklepy wielobranżowe, które znajdziemy na co drugiej ulicy); i tak:

  • Seven Eleven – podchodzimy do kasy pokazujemy numer naszego zamówienia i dostajemy „wywołany” bilet;
  • Famili Mart – pierwszym przystankiem jest automat, gdzie wśród wielu opcji musimy odnaleźć nas interesującą, wstukujemy numer i otrzymujemy kupon, który upoważnia nas do odbioru biletu w kasie;
  • Lawson – podobnie jak FM, ale musimy podać numer zamówienia i „naszego” telefonu, za to mamy tylko 3 opcje do wyboru.

Ciekawym zjawiskiem w Japonii są fankluby, które za „jedyne” 5000-6000JPY, umożliwiają zakup biletów (kolejne 5000-6000JPY) na imprezy zamknięte dla fanów, którzy wykupili członkostwo. Jeśli natomiast koncert nie ma takich ograniczeń, członkostwo zwykle daje możliwość zakup biletu w pierwszej kolejności, zanim zwykli śmiertelnicy będą mieć taką możliwość. Czyli nagle z biletu za ~150PLN, robi się ~300PLN… cóż, jak się kocha to trzeba cierpieć. Zwykle członkostwo daje nam też dostęp do zawartości i do pobrania produktów w sklepie, które nie są normalnie dostępne. Wykupienie członkostwa i wyrobienie się w terminie rezerwacji biletu w wielu wypadkach nie gwarantuje otrzymania biletu, ponieważ…

Losowania – rzecz która w naszych realiach raz na jakiś czas się pojawia, bodajże podczas ME w piłkę nożną w naszym kraju miało coś takiego miejsce. Na szczęście nie czai się za każdym rogiem, ale jest dużo powszechniejsze niż u nas, na stronach z biletami widnieje stosowne oznaczenie więc łatwo rozpoznać, która opcja skieruje nas na „próbę szczęścia” 😉 Losowanie ma też swoje dobre strony. Nie trzeba czatować zaraz po rozpoczęciu sprzedaży biletów, Japończycy mają lekkiego hopla na punkcie idoli, więc bilety czasami rozchodzą się w niesamowitym tempie. Losowanie daje szanse dostania lepszego miejsca, zwykle rozlosowywane są co lepsze sektory, a do sprzedaży regularnej trafiają te mniej atrakcyjne. [info Wrzask]

To teraz trochę chwalenia się. 😀

  • Koncert theGazette (Airu), co prawda trzeba było zapłacić za fanklub ale strona przyjazna bilet kupiony bez problemów, ukochany zespół Airu.
  • Koncert Alice Nine (Airu), członkostwo + losowanie (wyniki wkrótce) + strona, której rozszyfrowanie zajęło nam cały wieczór, drugi ukochany zespół Airu. Bilety niedługo trafią w Airowe ręce 😉
  • Mecze 1 dnia 3 rundy pucharu świata w siatkówce mężczyzn USA-POL, JAP-ARG, ITA-RUS (Kuras, Jaaqob), lekka droga przez mękę, a to za sprawą nieznajomości budowy numerów telefonu w Japonii, niby nic a krwi potrafi napsuć sporo. Puchar świata jest chyba najtrudniejszą imprezą siatkarską w kalendarzu FIVB.
  • …jeszcze się okaże, polowanie trwa.

Planowanie

Podróż nie zaczyna się w momencie, gdy ostatni raz zamykamy drzwi do naszego domu przed wejściem na pokład samolotu, a trochę wcześniej, gdy rodzi się pomysł. Od tego czasu zaczynamy sobie wszystko układać, robimy niezbędne przygotowania, gromadzimy budżet (chyba że już mamy odpowiednią kwotę) i załatwiamy formalności.

W naszym wypadku trzeba było zacząć od zera, bo jest to nasza pierwsza tak długa i daleka podróż. Nie mieliśmy praktycznie nic, trzeba było kupić wszystko począwszy od walizek po skarpety – zwłaszcza ja, bo co jak co, ale przy moim wzroście (190cm) i rozmiarze buta (45), raczej nie mam czego szukać w japońskich sklepach, a nawet jeśli, to wybór będzie znikomy. 😀

Chciałbym, aby ten blog był czymś w rodzaju kompendium wyjazdu, począwszy od tego, co nam się udało, skończywszy na tym, co należało by poprawić albo w ogóle zmienić.

Założenia ogólne (ceny na 1 osobę):

  • Początek: 11.09.2015 (na miejscu 12.09.2015)
  • Koniec: 11.10.2015
  • Linie lotnicze: Aeroflot, cena ok. 1700PLN w obie strony
  • Główne miejsce pobytu: Tokio
  • Nocleg znaleziony za pośrednictwem airbnb w dzielnicy Tokio, Meguro ok 800m od stacji Yutenji (3 stacje od Shibuya), cena ok 3000PLN
  • Ubezpieczenie Wojażer w PZU, cena ok. 202PLN
  • JRPass na 7 dni, ok. 890PLN (zależnie od ceny euro) (japan-rail-pass.com)
  • Internet mobilny, ok. 432PLN do podziału pomiędzy całą trójkę (zależnie od ceny jena). :) (japan-wireless.com)
  • do Japonii, rzecz jasna, potrzebujemy paszportu, ale na szczęście do 3 miesięcy wizy nie potrzebujemy. :)

Mamy już wstępną listę rzeczy, które chcielibyśmy zobaczyć, ale wszystko wyjdzie w praniu (w samym Tokio lista ma ok 40 pozycji bardziej i mniej sensownych). Z takich „must have”:

  • salon mahjonga – cała nasza trójka jest graczami mahjonga, będzie jeszcze okazja napisać coś na temat gier japońskich;
  • salon go – tutaj głównie ja (jeśli nie tylko ja) będę zainteresowany bo Kasia i Jaqoob nie grają z jakimś wielkim zapałem w go; :(
  • Disnyland – tu chyba nie ma co dodawać, będzie to nasza pierwsza wizyta w tego typu miejscu; :)
  • Tokyo tower – najbardziej charakterystyczny budynek w Tokio, na który za drobną opłatą można wjechać windą i podziwiać panoramę miasta;
  • ZOO w Ueno – mniejsze z dwóch tokijskich zoo, ale chyba ciekawsze jeśli chodzi o okazy które tam znajdziemy, między innymi: makaki japońskie, goryle nizinne, kalifornijskie lwy morskie i przede wszystkim pandy wielkie;
  • Targ rybny Tsukiji – największy targ rybny w Tokio i jak głoszą pogłoski, miejsce gdzie można znaleźć smaczne i tanie sushi; :)

Obecnie polujemy na jakieś fajne koncerty i dopinamy ostatnie sprawy w Polsce. :) Zostało jeszcze trochę czasu.